Zima i wspomnienia starej Skody

Jako, że zbliża się trzynasta rocznica wydarzeń, o których pisałam, a i zima jest podobnego kalibru, postanowiłam rzucić Wam na pożarcie moje opowiadanie autobiograficzne z 2013 roku „Skoda Favorit a oświecenie” (tu: www.olakielbinska.pl/pisze). Kiedyś publikowałam je na blogu, który pisałam w pierwszych latach życia w Bieszczadach, a potem zapomniałam opłacić domenę i wszystkie teksty szlag trafił. Poza tym jednym. Może nie jest wybitne, teraz je czytam z pewnym zażenowaniem. No ale co tam, można się czasem trochę skompromitować ku uciesze bliźniego swego.

To była moja pierwsza zima w Bieszczadach, byłam w zaawansowanej ciąży, mieszkałam w świeżo przeniesionej drewnianej chałupie bez wody i prądu. I jeździłam zaledwie dwa lata młodszą od siebie Skodą Favorit… Gdyby jednak GOPS czy inne służby miały ochotę zgłębić temat, wyjaśniam: od dawna już mamy wodę (również ciepłą), prąd, a nawet internet i czasem zasięg sieci komórkowej, kiedy postawi się telefon w odpowiednim miejscu na framudze okna.

Dziś, trzynaście lat później, gdy na dworze jest stopni – 20parę, największym wyzwaniem dnia codziennego jest dostarczenie dzieci do szkoły. Skoro świt, wychodzę (lub wychodzi mąż) z nadzieją w sercu, by sprawdzić, czy i który z trzech samochodów odpali. A żaden z nich nie jest Skodą. Jeśli któryś się zdecyduje, pokornie skrobiemy mu szyby, lub opcjonalnie wykopujemy go spod śniegu (szczęśliwie po tym jak spadł metr, to już od kilku dni nie pada). Kiedy to się uda, to wiem, że teraz już będzie tylko lepiej. Wystarczy rozmrozić pracownię, w której temperatura w nocy zwykle dobija do tego, co na zewnątrz i już można brać się do pracy!

Przewijanie do góry